Krzanowice, morawska krew i dlaczego lokalność ma znaczenie
Pochodzę z Krzanowic. Małe miasteczko na Śląsku, o którym większość ludzi nie słyszała. Morawska krew płynie w moich żyłach.
"Wielkie miasto = rozwój"
Przez lata tak myślałam. Że trzeba gdzieś jechać, żeby coś znaczyć. Szkolę się w Warszawie. Byłam w Chinach na wydarzeniach biznesowych. Jeżdżę po konferencjach, poznaję ludzi z całej Polski i nie tylko.
I wiesz co? To wszystko jest super. Ale to nie jest mój dom.
Nigdzie nie wyjechałam
Bo nie musiałam. Można budować karierę, rozwijać się, zdobywać wiedzę i nadal mieszkać tam, gdzie się wyrosło. Świat jest teraz tak połączony, że to, gdzie śpisz, nie definiuje tego, kim jesteś zawodowo.
Ale serce zostało tutaj
Wracam z tych wszystkich wydarzeń i wiem, że chcę tę wiedzę przekazywać dalej. Nie tylko tym, którzy mogą sobie pozwolić na drogie szkolenia w dużych miastach. Też tym tutaj. Moim sąsiadom. Kobietom z Raciborza. Ludziom, którzy myślą, że "to nie dla nich".
Cyfrowa Kawa w niedzielę o 8 rano
Tak, w niedzielę. Tak, o 8. Bo wtedy mamy spokój, kawę i czas na rozmowę o AI bez pośpiechu. Bezpłatnie. Dla kobiet, które chcą zrozumieć, o co chodzi z tą całą sztuczną inteligencją.
To nie jest wielka konferencja w Warszawie. To jest kawa przy stole z kimś, kto wytłumaczy Ci wszystko po ludzku.
Lokalność to nie ograniczenie. To wybór.
Mogłam wyjechać. Nie wyjechałam. Bo wierzę, że można łączyć świat z domem. Że wiedza zdobyta w Chinach czy Warszawie ma największą wartość, kiedy wraca do Krzanowic.
Jeśli też jesteś z małego miasta i zastanawiasz się, czy musisz stamtąd uciekać, żeby coś osiągnąć, pogadajmy. Może wcale nie musisz.
Dziękuję, że przeczytałaś/eś do końca.
Jeśli ten tekst do Ciebie przemówił i masz ochotę pogadać, napisz do mnie. Pierwsza rozmowa jest bezpłatna.
Napisz do mnie